środa, 22 stycznia 2014
Rozdział IV - "Tiara Przydziału" /Draconis
Rozdział IV - "Tiara Przydziału"
Hagrid pierwszy wyszedł z łódki - Czy wszyscy są? Za mną.
Ruszył przodem, co chwila obracając się do tyłu, czy dzieci idą za nim. Szli długim, kamiennym tunelem, gdzie na ścianach co kilka metrów wisiala pochodnia. W tunelu było przeraźliwie zimno, co wraz z przemarzniętymi i mokrymi uczniami spowodowały ciągłe kichnięcia. Albus Severus, dla przykładu, kichnął aż dziewięć razy.
Na szczęście długość tunelu nie była przerażająca, więc niedługo zobaczyli malutkie światełko na szarym końcu. Gdy do niego dotarli, okazało się, że stoją przy bramie do Hogwartu.
- Tu dzieciaki kończy się moja rola - powiedział Hagrid i położył ręce na pasie. Schylił się do Albusa Severusa - Na pewno trafisz tam, gdzie chcesz. Trzymam za ciebie kciuki - wyciągnął zaciśnięte ręce przed chłopca i poklepał po ramieniu. Al lekko się uśmiechnął.
- Dziękuję ci, Hagridzie za przyprowadzenie chłopców do mnie - odezwał się cichy głosik.
Uwaga uczniów została rozproszona i rozglądali się teraz do okoła z kim mają do czynienia. Zapadał zmrok i robiła się coraz większa mgła. Dookoła szumiały drzewa w Zakazanym Lesie. A na niebie nadciągała kolejna porcja chmur.
- Siemasz, Filiusie. Trochę popadało, co?
- A żebyś wiedział, Hagridzie. No cóż, taka pora roku. Dobrze... dzieci za mną! - mały człowieczek stanął pod światłem lampy i popatrzył się na tłum małych czarodziejów, którzy nie wiedzieli czy mają iść czy nie. - No co tak stoicie? Zaraz się spóźnimy na uroczystość w Wielkiej Sali. - spojrzał na zegarek.
Dzieci ruszyły w stronę zamku idąc za małym, choć nie młodym czarodziejem, który szedł szybciej niż to możliwe.
- Ja... już.... nie mam siły - wydyszała Rose Weasley, która była jednocześnie przemoczona, zziębnięta i spocona.
- Dasz radę - odparł Albus Severus z gulą w gardle. Wciąż przecież obawiał się Tiary Przydziału. Wciąż myślał co by się stało, gdyby trafił do Slytherinu. "Ale tak się przecież nie stanie. Cała moja rodzina była Gryfonami, więc i ja nie mogę być w innym domu. Bądź dobrej myśli" - mówił sobie.
Gdy zbliżali się w stronę zamku wiatr stopniowo uciszał się, aż w końcu było słychać tylko tupot małych stóp dzieci i ich nierówne oddechy.
Dotarli do wrót Hogwartu. Profesor Flitwick otworzył drzwi, a oczom dzieci ukazało się duże pomieszczenie bez okien i całkiem puste.
- Zaczekajcie tutaj wszyscy. Za chwilę zacznie się Ceremonia Tiary Przydziału, po której nastąpi uroczysta kolacja i będziecie mogli rozejść się do swoich pokoi wspólnych. W waszych dormitoriach znajdziecie obok łóżek swoje kufry oraz zwierzęta. Wszystko jasne? Aa i nazywam się Profesor Flitwick, będę was uczył Zaklęć. Zaraz wracam - wyrecytował mały człowieczek i opuścił salę przez drugie drzwi.
- Więc z przebrania nici - Rose próbowała ułożyć swoje zazwyczaj niesforne włosy, które teraz mokre przylegały do jej głowy. - Aaapsik
- Na zdrowie - Rose spojrzała na wysokiego, niezwykle chudego chłopca o dużych, niebieskich oczach.
- Dzięki.
- Ciekawe jak to wszystko będzie wyglądało. Słyszałem od osób - rozejrzał się po sali - że tam są prawdziwe duchy - wskazał na drzwi, za którymi zniknął profesor Flitwick.
- Tak, to prawda. Moi rodzice mówili mi, że każdy duch jest opiekunem danego domu. Ale nie trzeba się ich bać, bo to na prawdę przyjazne istoty. No może z wyjątkiem Krwawego Barona, który jest... Aaaa! Co jest?! - Nagle, mimo iż byli w pomieszczeniu zaczął siąpić deszcz. Wszyscy spojrzeli do góry i zobaczyli jednego z duchów. Był cały przezroczysty, jednak kontury jego ciała były widoczne. Na twarzy miał złowieszczy uśmieszek - Irytek dzisiaj sprawi, że będzie siąpić na nich! - śpiewał. Obrócił się w powietrzu trzy razy i ruszył na tłum pierwszoroczniaków. Wszyscy gwałtownie odskoczyli i chcieli się schować przed atakiem ducha, jednak nie zdążlyli. Albus Severus poczuł jak przez niego przechodzi. Zrobiło mu się lodowato a z ust poleciała para, która powstaje zwykle, gdy przebywa się na mroźnym powietrzu.
- IRYTKU! - drzwi gwałtownie się otworzyły i wszedł przez nie szybkim krokiem profesor Flitwick - Zostaw ich w spokoju i wynoś się!
Duch znów obrócił się w powietrzu, pokazał język nauczycielowi i odpłynął przez ścianę. - Poznaliście właśnie Irytka, polergeista. Jest to bardzo uciążliwy duch, bo ciągle psoci. Może w końcu przekonam dyrektor McGonagall, żeby w końcu usunęla go z Hogwartu. Ale bez pogawędek, idziemy. Szybciej, bo się spóźnimy.
Profesor Flitwick otworzył brązowe drzwi i wszystkim ukazała się Wielka Sala. Była ogromna, na środku stały cztery długie stoły, przy których siedzieli już uczniowie. Wszędzie zapalone były świece, które wisiały w powietrzu. Na końcu ustawiony był długi stół, przy którym siedzieli profesorowie. W centralnym miejscu, miejscu, które należało kiedyś do Albusa Dumbledora siedziała teraz wysoka kobieta z brązowymi włosami spiętymi w kok. Na nosie miała małe okulary, a ubrana była w fioletową szatę.
- No, dzieci. Ustawcie się w dwa szeregi. No szybciej! Ruszamy. - ruszyli prosto przed siebie po marmurowych kafelkach.
Albus Severus wyglądał co jakiś czas zza tęgiego chłopca, który szedł przed nim, ale nic nie mógł zobaczyć. Zatrzymali się w centralnym miejscu sali. Albusa oblał zimny pot. Zobaczył bowiem krzesło, obok którego na małym, okrągłym stoliku spoczywał kapelusz czarodzieja.
- Słuchajcie mnie uważnie wszyscy - powiedział Flitwick - To jest Tiara Przydziału - wskazał palcem na kapelusz. - Teraz będę wyczytywał nazwiska alfabetycznie i osoba, którą wyczytam usiądzie na tym krześle, a ja włożę na jej głowę Tiarę Przydziału. Wszystko jasne? - wszyscy, łącznie z Rose, Lilith, które Albus zobaczył w drugim rzędzie, pokiwali głowami na znak, że wszystko zrozumieli.
Flitwick podszedł na starego kapelusza, wyjął z kieszeni listę, która rozwinęła się i potoczyła się jeszcze z 3 metry dalej.
Al poczuł, że cały drży. "Tylko bez paniki" - powtarzał sobie w myślach.
- Aarrow, Anastasia - krzyknął Flitwick i mała, ciemnowłosa dziewczynka z rzędu Albusa ruszyła w stronę Tiary. Usiadła na wskazanym miejscu i nałożono jej na głowę słynną Tiarę Przydziału. Kapelusz zsunął się aż na jej nos. W całej sali zrobiło się cicho, aż nagle Tiara krzyknęła - GRYFFINDOR!!! Stół po lewej stronie przy nauczycielach zaczął wiwatować i gwizdać, a Anastasia Arrow ruszyła w tamtą stronę. Al zobaczył przy stole swojego brata Jamesa, gdzie po jego dwóch stronach siedzieli dwaj chłopcy bardzo różniący się od siebie. Jeden przypominał Indianina, a czupryna drugiego rzucała się w oczy wszystkim siedzącym na sali. Albus Severus aż stąd mógł widzieć jego twarz pokrytą piegami.
- Agrippa, Sven - w stronę profesora ruszył chłopiec, który rozmawiał wcześniej z Rose. Przewyższał wzrostem wszystkich pierwszoroczniaków, a jego brązowe, kręcone włosy zdawały się żyć własnym życiem. Tak jak poprzednio Anastasia Sven usiadł i po chwili na jego głowie znalazła się Tiara. - RAVENCLAW!!! - Tym razem odezwał się stół znajdujący się najbliżej drzwi po prawej stronie. Sven dołączył do grupy już tam siedzącej.
- Agrippa, Effie - rozgrzmiał głos a Rose powiedziała coś na ucho Lilith - GRYFFINDOR!!!
- Bellamort, Emily - profesor Flitwick wyczytał kolejne imię - A Albusowi przyspieszył puls - SLYTHERIN!!!
Al spojrzał się w stronę Rose i Lilith i zobaczył na ich twarzach zdenerwowanie. Nie tylko on bał się, że nie dostanie się tam gdzie chciał. Pyzaty chłopiec przed nim zadrżał, gdy usłyszał "Crabbe, Marcus". Dostał się do Slytherinu. Po nim trzy dziewczynki "Darcy, Anna", "Earl, Edyta" i "Focus, Fancy" przeszły do Hufflepuffu.
- Hope, Lilith - Albus odwrócił się w stronę dziewczyn. Lilith podeszła do Tiary z niepewną miną. Dziewczynka długo siedziała na krześle aż wreszcie: - GRYFFINDOR!!!
Coraz mniej dzieci pozostawało w rzędach. Słychać było tylko co jakiś czas: SLYTHERIN!!!, HUFFLEPUFF!!!, GRYFFINDOR!!!, RAVENCLAW!!!.
- Malfoy, Scorpius - Albus popatrzył jak jasnowłosy chłopak idzie żywym krokiem. Tata opowiadał mu o jego ojcu, Draconie. Byli w tym samym wieku, z tym że trafili do różnych domów. Przez całą naukę w Hogwarcie nienawidzili się, ale Harry Potter mówił później, że po Bitwie o Hogwart Draco zmienił się nie tyle co w stosunku do innych, o ile do samego siebie. Ale nigdy nie utrzymywali kontaktu.
- SLYTHERIN!!!
Chłopiec poczuł, że zbiera mu się na wymioty. Spojrzał jeszcze raz w stronę stołu, przy którym siedział jego brat. Rozmawiał właśnie z ciemnowłosym chłopcem po jego prawej stronie i pokazywał na Albusa. Gdy profesor Flitwick przeszedł do litery P, małemu potomkowi Chłopca, który Przeżyl przewrócił się żołądek.
- Parkinson, Melody - SLYTHERIN!!!
- Perkins, Toby - RAVENCLAW!!!
- Potter, Albus - Albus wyszedł z szeregu. Kątem oka zobaczył, że Rose Weasley trzyma za niego kciuki. Gdy zbliżał się do profesora Flitwicka zakręciło mu się w głowie i myślał, że zaraz upadnie, ale zdołał usiąść na krześle. Popatrzył się do okoła i zobaczył, że wszyscy się na niego patrzą. Łącznie z profesorami. Zrobiło się ciemno, a Tiara spadła mu aż na nos. "Tylko nie Slytherin" - myślał głośno.
- "Tylko nie Slytherin, co? Już to gdzieś słyszałam" - odpowiedziała Tiara Przydziału. - "Jesteś synem Harry'ego Pottera, hę?"
- "Tak".
- "I pewnie chcesz być w Gryffindorze, tak jak twój ojciec?"
- "Tt..tak"
- "Taak, masz w sobie cechy prawdziwego Gryfona, ale w Slytherinie jest twoje miejsce, kolego. W Domu Salazara Slytherina osiągniesz coś wielkiego. Osiągniesz swój cel i tym samym spełnisz swój sens istnienia".
- "Aaale jak to? Ja chcę być w Gryffindorze. Nie chcę być w Slytherinie."
- "Slytherin da ci wszystko, czego oczekuje od ciebie twoja przyszłość. W Gryffindorze twoja rodzina osiągnęła już wszystko. Nie mogę cię zmusić, ani podjąć za ciebię decyzji. Twoje istnienie może dopełnić to, co jest ci pisane i w Gryffindorze, z tym że będzie to trudniejsze do wykonania. Czy aby na pewno chcesz być w tym domu?"
- "Tak, jestem pewien."
- "Ech, no więc dobrze." - GRYFFINDOR!!!
Albusowi Severusowi zdjęto Tiarę i zmrużył oczy od blasku oświetlenia. Kilka Gryfonów powstało, w tym James Syriusz, i zaczęli bić brawo. Al usiadł przy swoim bracie, a rudzielec obok poklepał go po plecach z uśmiechem na ustach. Chłopiec wreszcie odetchnął z ulgą. Jest wreszcie tutaj, gdzie chciał być.
- Gratulacje, witaj wśród Gryfonów. - James uśmiechnął się. Al odwzajemnił uśmiech. Ale pozostała jeszcze tylko kwestia tego, gdzie trafi Rose.
- Weasley, Rose - Albus, tak jak wcześniej jego przyjaciółka, zacisnął dłonie w piąstki. - GRYFFINDOR!!!
Rose prawie biegnąc dotarła do stołu.
- Widzisz? Udało się - odparła rezolutnie.
Profesor Flitwick przeczytał jeszcze "Xeverly, Astrid", "Zabini, Mike" oraz "Zemeckis, Paul", po czym zwinął kartkę.
Profesor McGonagall wstała i skierowała uwagę na wszystkich uczniów. - Witam was wszystkich w nowym roku szkolnym w Hogwarcie. Chciałabym wyjątkowo powitać pierwszorocznych oraz poinstruować, że jak co roku samodzielne wycieczki do Zakazanego Lasu są zakazane. Po 22.00 obowiązuje was zakaz wychodzenia z Pokoi Wspólnych. Kto się do tego nie dostosuje, na tego czeka kara. Wszelkie szczegóły regulaminu przekażą wam prefekci domów. A teraz zaczynajmy ucztę - klasnęła w dłonie a na stołach zazłociło się od złotych naczyń, na których poustawiane były same smakołyki. Od kawałków kurczaka - do których od razu dobrał się James - zaczynając, a na koreczkach śledziowych kończąc.
Albus Severus nałożył sobie na talerz wszystkiego po trochu i zaczął pałaszować.
- Ehhh - westchnęła Rose.
- Zzośś zię stałoo? - zapytał James z pełna buzią mięsa.
- Nic... Ja po prostu nie mogę uwierzyć, że tu jestem. I to wszystko jest takie piękne. - podniosła głowę - O. Popatrzcie chociażby na sufit. Wygląda jakby w ogóle go nie było; to przecież iluzja nieba z tymi wszystkimi gwiazdami. - rozmarzyła się, ale zaraz oprzytomniała - Kto jest prefektem?
- Ja - uśmiechnął się do niej półgębkiem ciemnowłosy chłopak, który siedział obok Jamesa. - Jestem Desum Morgan, a to jest mój brat, Caries - wskazał na chłopca z pomarańczową czupryną, który pochłaniał ogromne ilości ryby i frytek.
- Miło cię poznać. Ja jestem Rose Weasley, a to jest Lilith Hope - Desum spojrzał na blondwłosą dziewczynę, a źrenice mu się rozszerzyły. - Albusa pewnie już znacie. Mam parę pytać co do regulaminu...
- Po kolacji wszystko ci wyjaśnię - Desum puścił oczko do Rose, a ta się zaczerwieniła i zaczęła konsumpcję.
Gdy wszyscy z pełnymi brzuchami skończyli delektować się daniami, na stole pojawił się deser.
- Ciasto cytrynowe! No tego nie odmówię - James nakładał już sobie wielki kawałek.
Po kolacji wszyscy udali się za prefektami poszczególnych domów.
- Wejście do naszego pokoju strzeże portret Grubej Damy na 7. piętrze. Musimy dojść aż na samą górę - Desum wskazał szczyt, a wszyscy spojrzeli do góry i zobaczyli tysiące przesuwających się schodów, wokół których wisiało tysiące obrazów. Postaci na wszystkich obrazach się ruszały. - Uwaga jak wchodzicie, bo w niektórych schodach są dziury i może komuś utknąć noga. - Ledwo zdążył to powiedzieć, a jakiemuś chłopcu w okularach właśnie wsadził stopę w dziurę.
- Zapamiętajcie, hasło to: argentum lunae - Gruba Dama odsunęła się i ukazało się przejście do Dormitorium. Było to małe, okrągłe pomieszczenie z różnymi poruszającymi się obrazami. Przy ścianie przy wejściu umiejscowiony był kominek, a obok stala brązowa kanapa, stół i trzy fotele. Po drugiej stronie stala biblioteczka, obok stolik i pufa.
- Tędy schodami wejdziecie do swoich sypialni. Wasze rzeczy już tam są. Dziewczyny na lewno, panowie na prawo. Oczywiście nie można wchodzi do nieswoich sypialni. A tutaj na tablicy macie wywieszony regulamin. Niech każdy się z nim zapozna dzisiaj albo ewentualnie jutro z rana. Jeżeli są do mnie jakieś pytania to proszę tutaj - Desum rozsiadł się na kanapie. Rose od razu przysiadła się obok i zalała go falą pytań.
- Idziesz? - spytał James z nogą na schodku.
Al podążył za bratem. - Mamy wspólny pokój?
- Tak, obiecałem Danielowi 10 czekoladowych żab za to, żeby oddał ci swoje miejsce. Zazwyczaj pierwszoroczni śpią razem, ale nie chcę, żebyś się bał beze mnie - na jego twarzy pojawił się złośliwy uśmieszek, ale Albus nie dał się sprowokować i tylko pokręcił oczami. - Dormitorium dzielimy razem z Desumem i Cariesem, a także z Andym Bachem. Andy to fajny kumpel, nie rozstaje się z kamerą. No wiesz, z taką mugolską rzeczą...
- Jamie, wiem co to jest kamera.
- Nie mów na mnie Jamie - zazgrzytał zębami starszy z braci i otworzył drzwi. W środku siedział po turecku już Caries i przeglądał "Proroka Codziennego". Pomieszczenie także było okrągłe. Do okoła stało 5 łóżek - każde z kotarą, którą można było odizolować się od innych ludzi. Przy każdym łóżku było male kwadratowe okno, a pod oknem stała nocna szafeczka z lampką. Na środku stał piecyk, w którym teraz buchał ogień.
- Masz łóżko koło mnie. Flames już tu jest. Nie wiem jak ty, ale ja już jestem śpiący - ziewnął James.
Albus Severus wypuścił swoją sowę na nocne łowy, a sam przebrał się i położył do łóżka. Długo nie mógł zasnąć po dzisiejszych przeżyciach, ale w końcu i jego dopadło znużenie. Jutro przecież zaczynają się pierwsze zajęcia.
/ Draconis
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
fajne :3 /Nox
OdpowiedzUsuńZauważyłam błąd typu *pytań :D
OdpowiedzUsuńPost na prawdę dopracowany. Widać u Ciebie talent do pisania tego typu opowiadań :3
Czekam na więcej :D
dziękujemy za komentarz i uwagę ;) /Nox
UsuńTo przez przypadek, bo pisałam post po pierwszej w nocy i oczy same mi się zamykały, ale wena wciąż była :p
Usuń