Po skończonym śniadaniu Harry poszedł z dziećmi na ulicę pokątną. Przedostali się tam proszkiem FIUU.
Ulica Pokątna wyglądała przecudownie! Wszędzie stały sklepy z magicznymi stworzeniami i rzeczami które nabywali różnorodni czarodzieje. Najbardziej rzucający się w oczy był sklep Freda i...Georga. Właśnie tam Harry z James'em poszli najpierw.
-Taato kup mi to-powiedział młodzieniec z błagalną miną i pokazując jakieś proszki.
-Co to jest?- Zapytał się ojciec.
-No nie widzisz to takie ziarenka które powodują że nasze sowy mogą zmieniać kolor-odpowiedział
-Och..-westchnął- Przepraszam pana! Ile to kosztuje?!- zawołał czarodzieja stojącego przy kasie.
-5 galeonów!-odkrzyknął
Harry wziął torebkę obok ziaren i nasypał je tam. Następnie podszedł do lady i podał pieniądze czarodziejowi.
Następnym sklepem był "Kotły - wszystkie rozmiary".
-Ale tu nudno...-jęczał James.-możemy iść do "Markowego sprzętu do Quidditcha" ?
-Nie. Musimy ci kupić kocioł na lekcje eliksirów.
-oj...Tatoooo
-Nie. Spójrz ten będzie chyba dobry.
-Ten? Ja chcę tamten złoty.-powiedział urwis
-Tamten jest za słaby na twoje umiejętności z eliksirów, bo przecież odziedziczyłeś to po mnie.- odpowiedział.
James się naburmuszył i nic więcej nie mówił. Po tym sklepie poszli do Madame Malkin.
Harry od razu rozpoznał ten zapach pasty do butów. Pamiętał jak stał tutaj rozmawiając z Malfoy'em nie wiedząc nic o magii oraz o tym że coś takiego jak Hogwart istnieje. Śmiał się z tych wspomnień, ponieważ teraz to jego ulubione miejsce w którym przebywał. James ustał, a Madame wymierzała strój dla niego.
-Hmm.. Widzę że drugi rok prawda?-zapytała
- Tak proszę pani- powiedział ze drżącym głosem James
-Oh... pamiętam jak szyłam dla ciebie szatę panie Potter. Nie wiedziałam wtedy że to ty jesteś wybrańcem!- Powiedziała patrząc na Harry'ego.
-Tak...Pamiętam tamte czasy kiedy nie wiedziałem nawet co to wybraniec i na każde wspomnienie o moich rodzicach ogarniał mnie ból.
Rozmawiali tak przez półgodziny. Później poszli do upragnionego sklepu Harry'ego i Jamesa.
Jak tylko weszli poczuli zapach pasty do mioteł. Wszędzie stały najstarsze do najnowszych i najszybszych mioteł. James pociągnął Harry'ego za płaszcz. Harry popatrzył w stronę w którą patrzył młodzieniec. Stała tam błyskawica, cała połamana. Ci co podeszli bliżej mogli zobaczyć napis: Miotła Wybrańca.
Harry był zaskoczony że wisi tam jego stara miotła. Po obejrzeniu wszystkiego co było można obejrzeć wyszli ze sklepu i zobaczyli wkurzoną Ginny.
-Harry!-krzyknęła
-Co takiego?
- Zapomniałeś Albusa!!
Harry aż podskoczył. Zapomniał swojego syna. Przeprosił Ginny i syna za nieporozumienie i wyruszył w dalszą drogę po ulicy pokątnej.
-----------------------------------------------------------------------------
Podobał wam się post? Jeśli tak skomentuj! :D //Nox
Hahaha Boże, zajebista końcówka :D prawie spadłam z krzesła!
OdpowiedzUsuńdzieki :p
UsuńxD Niezłe ;D
OdpowiedzUsuńOgólnie było suuper, ale radziłabym ci jeszcze poćwiczyć pisanie opowiadań.
OdpowiedzUsuńKońcówka zajebista :P