poniedziałek, 13 stycznia 2014
Rodział III - Hogsmeade /Draconis
Rodział III - HOGSMEADE
Albus Severus, James, Rose oraz Lilith stały na peronie w Hogsmeade.
- Co teraz? - spytała Lilith, depcząc swoim znoszonym butem mech między płytkami.
- Tata mówił, że wujek Hagrid po nas przyjedzie - oświadczył Al i zadrżał z zimna.
- Wujek Hagrid przyjeżdża tylko po pierwszorocznych, czyli po was. Hej, Teddy!
Ciemnowłosy chłopiec odwrócił się i ruszył w kierunku dzieci.
- Co tam, chłopaki? - rozejrzał się z uśmiechem na ustach i poczochrał włosy Jamesa - Och, i panie - skłonił się lekko.
Lilith zarumieniła się.
- Gdzie zostawiłeś swoją narzeczoną? - z niesmakiem powiedział James i zaczął gładzić swą czuprynę - bezskutecznie. Nienawidził bowiem, gdy ktoś dotykał jego włosów.
Teddy pominął pytanie. - Hej, widzieliście co zrobili Desum i Caries?
Desum i Caries byli to dwaj bracia, którzy byli na czwartym i piątym roku w Hogwarcie. Nauczyciele nazywali ich następcami Freda i Georga Weasleyów, którzy podobnie jak bliźniacy, byli niezłymi łobuzami. Obaj bracia pomimo podobnych charakterów i wspólnych pasji, nie byli już tak podobni. Desum był wysoki, z czarnymi, długimi włosami. Jego śniada cera i czarne oczy z długimi rzęsami nierzadko zawracały dziewczynom w głowach. Często chodziło przekonanie, iż ma indiańskie korzenie. Ze względu na jego dobre wyniki w nauce, uhonorowano go posadą prefekta Ravenclawu. Pomimo jego licznych wybryków, wraz z bratem byli bardzo lubiani na terenie całej szkoły.
Caries, natomiast, jest to krótkowłosy rudzielec z jasno niebieskimi oczami, porcelanową cerą i licznymi piegami. W porównaniu do brata jego oceny były kiepskie, co więcej nauczyciele zwykle "szli mu na rękę" podciągając ocenę wyżej. Jedynym zajęciem, z którego był wybitny to Quiddich - należy on do Młodzieżowej Ligi Quiddicha i razem z drużyną odnosi dobre wyniki w różnych eliminacjach.
- No więc tak: siedzimy w przedziale z Viktorią... - zaczął Teddy na co James zrobił kwaśną minę - Nagle wpada Desum i mówi, żebyśmy za 2 minuty byli w wagonie nauczycielskim. Popatrzyliśmy na siebie z Vicky i ruszyliśmy w stronę wskazaną przez chłopaków. Nie minęła chwila, a wybuchło zamieszanie. Rozprzestrzeniał się dym, słychać było rechot żab. Nie wiadomo skąd się to wszystko wzięło. Ale to jeszcze nic - Ted puścił oczko do Lilith, a ta się zarumienila i spuściła wzrok - Nie uwierzycie - ku nam biegł Scorpius... Malfoy z... ośmiornicą.... na twarzy! - chłopak z trudem wypowiedział ostatnie słowa i wybuchnął śmiechem trzymając się za brzuch - No nie mogę... - po jego twarzy ciekły łzy.
- Kim jest ten chłopiec? - spytała Lilith
- To Scorpius Malfoy - rzekła Rose - Tata mi opowiadał o jego ojcu. Nie mieli dobrych stosunków, nigdy się nie lubili, ale po bitwie o Hogwart przynajmniej darzą się szacunkiem, choć nie utrzymują kontaktów. Tata dalej uważa go za wrednego i złośliwego człowieka.
- Co nie znaczy, że syn musi być taki jak jego ojciec.
- Moja droga, niedaleko pada jabłko od jabłoni - powiedział Teddy, wycierając łzę z policzka.
- Puki nic o nim nie wiemy, to nie możemy go oceniać.
- Ja i tak nie mam zamiaru się z nim zadawać - Albus skrzyżował ręce na piersiach.
- Taaa, no chyba że pójdziesz do Slytherinu.
Chłopiec spiorunował brata wzrokiem. - Nie ważne, gdzie pójdę. I tak będę lepszy od ciebie.
Tłum dzieci zagęszczał się coraz bardziej. Jakaś ciemnowłosa dziewczyna z opaską na włosach przechodząc pchnęła Lilith. - Uważaj, dziwaku!
- PIRSZOROCZNIACY TUTAJ - zagrzmiał głos i spośród tłumu wyłoniła się wielka postura, mierzącego ponad dwa metry pół-olbrzyma.
- James, Albus!! Dzieciaki, jak miło was widzieć! - z uśmiechem na całej twarzy uściskał każdego po kolei - PIRSZOROCZNIACY TUTAJ! - Teddy, Victorie cię szuka. Czeka przy powozach.
- James, idziesz?
- Pamiętacie, że w piątek przychodzicie do mnie na herbatę? - spytał Hagrid, gdy James i Teddy odeszli.
- Jak moglibyśmy zapomnieć. A przy okazji poznaj Lilith - Rose wskazała bladą dziewczynkę obok niej - Lilith, to jest wujek Hagrid. Jest przyjacielem naszej rodziny.
Lil uśmiechnęła się, gdy Hagrid mocno ją uściskał - Witajcie, witajcie. Ciebie też zapraszam oczywiście, Lilith. Upiekę więcej ciasteczek! - zaśmiał się wesoło. - PIRSZOROCZNI!
Trójka przyjaciół skrzywiła się na samo wspomnienie o ciasteczkach Hagrida. Mimo iż pół-olbrzym wkładał całe serce w gotowanie, nie było to jego mocną stroną. Co więcej, były one tak obżydliwe, że nie dało się ich zjeść. Na sam dźwięk słowa 'ciasteczka Hagrida' James robił się zielony na twarzy.
- Z chęcią przyjdę i spróbuję pana ciasteczek.
- O, nie mów do mnie per pan. To mnie postarza. Jestem po prostu Hagrid. - Czy wszyscy już są? - krzyknął - W takim razie za mną!
Ponad 50 nowych uczniów ruszyło za brodaczem w stronę jeziora.
- Nawet nie wiesz na co się zgodziłaś - szepnęła Rose do Lilith.
Hogsmeade było to miasteczko mocno zabudowane i zamieszkałe przez samych czarodziejów. To właśnie tu mieściła się sławna na cały świat czarodziejów cukiernia Miodowe Królestwo.
Młodzi czarodzieje nie musieli wędrować daleko, bowiem jezioro było niedaleko stacji Hogsmeade.
Niebo zachmurzyło się i zaczęło mżyć. Popołudniowe słońce, które przyświecało rankiem w Londynie, teraz schowane było za gęstymi chmurami.
- Wsiadajcie do łodzi - krzyknął Hagrid wystarczająco głośno, co spłoszyło ptaki z pobliskich drzew.
Przy brzegu jeziora stało kilkadziesiąt łodzi, które pomieściły razem po 6 osób. Albus, Rose i Lilith wsiedli razem tylko z gajowym, albowiem Hagrid ważył wystarczająco dużo.
Płynąc przez jezioro uczniowie z ciekawością rozglądali się na boki. Poprzez coraz mocniej padający deszcz próbowali wypatrzeć z dala zarys Hogwartu, jednak bezskutecznie. Wokół jeziora rósł gęsty las oraz zaczynało powoli zmierzchać. Zwierzęta zamieszkujące las szukały schronienia między krzewami i paprociami, próbując uchronić się przed ulewą.
- Jestem cała mokra - narzekała Rose.
- I nie ty jedyna - zauważył Albus - Wszyscy jesteśmy przemoczeni. Lilith wycisnęła wodę z rękawa.
- Jestem pewien, że dyrektor McGonagall pozwoli wam się pierw przebrać w suche szaty, zanim siądziecie do kolacji i Ceremonii Przydziału.
Na sam dźwięk dwóch ostatnich słów mały Al zadrżał.
- Myślicie, że traficie tam, gdzie chcecie?
- Jestem pewna, że trafię do Gryffindoru - wyniośle odparła Rose - Cała moja rodzina była w tym właśnie domu, więc nie widzę powodu, dla którego miałaby umieścić mnie w innym. A ty co myślisz, Lil?
- Dla mnie nie ma różnicy, gdzie trafię. Ważne, abym spotkała tam przyjaciół.
Albus Severus uważnie słuchał dziewczyn, a potem zagłębił się w sobie. Przypomniał sobie to, co powiedział mu ojciec przed wyjazdem. Że zawsze może podpowiedzieć Tiarze Przydziału, gdzie chciałby być.
- No, jesteśmy prawie na miejscu - zauważył Hagrid, a oczom wszystkim ukazała się ogromna budowla Szkoły Magii i Czarodziejstwa.
/Draconis
P.S. Jeżeli chcielibyście mniej więcej zobaczyć jak wyglądają niegrzeczni bracia - piszcie. Nie obiecuję, że znajdę jakieś megazajebiściesuperpodobne zdjęcia przedstawiające owe postaci, ale postaram się oddać mniej więcej ich wygląd zewnętrzny.
Piszcie, jeżeli chcecie.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
tak! Chcemy zobaczyć jak wyglądają! :D
OdpowiedzUsuńSpoczko :)
OdpowiedzUsuńCoś tu się nie klei - była mowa o tym, że James i Teddy odeszli, a po kilku zdaniach pisało, że James zrobił się zielony na twarzy. A przecież go tam nie było. :p
OdpowiedzUsuńAle ogólnie superr :)