ROZDZIAŁ 1 - HOGWART EXPRESS
Punkt 11.00 jak co roku Hogwart Express ruszył ku Szkole Czarodziejstwa i Magii, zostawiając w tyle kłęby czarnego dymu oraz tłum wzruszonych rodziców i przyjaciół, którzy długo jeszcze stali na peronie 9 i 3/4 patrząc na oddalający się nieubłagalnie pociąg.
James oraz Albus szybko znaleźli wolny przedział. Ułożyli swoje bagaże oraz postawili swoje sowy na siedzeniach obok.
- Flames jakoś dziwnie dzisiaj wygląda - James spoglądał właśnie na sowę brata. Była to jasno-brązowa sowa płomykówka z dużymi czarnymi oczami. Bracia dzień po tym, gdy dostali list ze spisem rzeczy potrzebnych do Hogwartu, za pomocą proszku Fiuu udali się wraz z ojcem na ulicę Pokątną w celu zakupienia potrzebnych przedmiotów. Gdy przechodzili obok Centrum Handlowego Eeylopa Albus gwałtownie zatrzymał się przed wystawą sklepową.
- Tato! Już wiem jakie zwierzątko chciałbym mieć - zawołał z radością malec
- Naprawdę? - Harry zatrzymał się spojrzał za szybę - hmm... nie widzę tu ropuch ani kotów.
- Ale ja ich wcale nie chcę.
- Przez ostatnie 2 miesiące mówiłeś coś innego. Najpierw, że chciałbyś mieć brązową ropuchę, którą nazwiesz Kremon, a później powtarzałeś, że kot to będzie najlepsza opcja.
- Ale koty są strasznie dziewczyńskie.
- James tak powiedział? - Harry rozejrzał się wokół w poszukiwaniu starszego syna. Jego jednak nie było w pobliżu.
Albus spuścił wzrok, miętosząc swoją czerwoną bluzę, którą nazywał "gryffindorską" ze względu na kolor, ponieważ jeden z czterech domów w Hogwarcie - Gryffindor, nosił barwy szkarłatu i złota. I to właśnie do niego chciał się dostać mały Albus.
Wkrótce napotkał wzrok ojca. - Teraz już naprawdę wiem co chcę, tato. Chciałbym dostać sowę. Ale nie taką zwykłą sowę, tylko sowę płomykówkę. Tę - tu wskazał miejsce na szybie - Tato, mogęmogęmogęmogę... ?
Harry westchnął i otworzył drzwi do Centrum Handlowego Eeylopa. Rozległ się odgłos dzwonka. - W takim razie przyjrzyjmy się jej bliżej.
Harry, gdy wszedł i rozejrzał się po pomieszczeniu, przypomniał sobie, gdy był tutaj pierwszy raz z Hagridem. To było ponad 20 lat wcześniej, a wygląda, jakby nic się tutaj nie zmieniło. To było małe i ciemne pomieszczenie, a wokół było wiele różnych gatunków zwierząt. Od czasu, gdy Harry uczęszczał do szkoły, Hogwart poszerzył listę stworzeń o kilka nowych. Wśród nich znalazły się węże, fretki i kruki.
Od samego wejścia rozległ się gwar wszystkich zwierząt oraz ich specyficzny zapach. W środku już i tak małego lokalu był tlum ludzi. Wszyscy spieszyli się z kupnem wymaganych rzeczy.
- Zobacz, tutaj jest. Oto ona. - Albus stał przy dużej klatce z ogromną sową. Harry spojrzał na zwierzę, a ono na niego.
- Jeżeli jesteś pewien, co do tej sowy...
- Jestem! - uradowany Albus zaśmiał się.
- W takim razie kupię ci ją. - Harry wyciągnął sakiewkę z kieszeni.
- To jest on.
- Hę?
- To jest Flames. To będzie jej imię.
- Dobrze więc weź Flamesa a ja pójdę zapłacić.
Albus zdjął klatkę z piedestału, na którym stała. - Witaj, Flames. Myślę, że się zaprzyjaźnimy.
Płomykówka popatrzyła w duże, zielone oczy chłopca i zahuczała.
James wstał i zaczął szperać w swoim kufrze. - Trzymaj, daj jej to. Chłopiec wyciągnął rękę w stronę brata. Na niej spoczywała paczuszka brunatnego proszku.
- Co to jest? - zapytał Albus, który wziął paczuszkę do ręki i oglądał ją z każdej strony.
- Coś, co pomoże twojej sowie - odparł tajemniczo. - Mojej zawsze pomaga. James obejrzał się do tyłu na swojego puchacza Yeyseya.
Albus otworzył paczkę i wsypał część do klatki. - A tak w ogóle, to gdzie jest Teddy? Myślałem, że usiądziemy razem z nim.
- Nie pamiętasz jak na peronie obściskiwał się z Victorie? Bleh, nie chcę na to patrzeć ponownie.
- A co z Rose? Ona też... - nie dokończył a drzwi do przedziału się otworzyły i stanęła w nich, nie kto inny jak Rose.
- Chłopaki, pomóżcie mi z bagażami. Gdzie wy byliście? Cały czas was szukamy. Przeszłyśmy cały pociąg z tymi kuframi. A ważą one chyba tyle co dorosły hipogryf!
- Skąd możesz wiedzieć ile waży hipogryf, skoro dopiero zaczynasz naukę? - zadrwił James i skrzyżował ręce na piersi.
- No jak to skąd? Przecież w Opiece Nad Magicznymi Zwierzętami wszystko jest napisane. Nie czytaliście książek, które musieliśmy kupić?
- Nie, przecież nikt nam nie kazał, a poza tym nie zaczęliśmy jeszcze szkoły.
- Oj, chłopcy. Przecież to sama frajda czytać o tej całej magii. Mama nauczyła mnie nawet podstawowych zaklęć, których będziemy się uczyć na pierwszym roku. - Rose wyjęła różdżkę - Jeszcze mi trochę nie wychodzi, ale spróbuję. Accio różdżka James'a!
Z kieszeni szaty chłopca wysunęła się mały, brązowy, magiczny patyk. Zawirował w powietrzu i znalazł się w ręce Rose.
- Hej! To nie fair! Oddawaj ją.
- Może trochę grzeczniej - jej twarz spochmurniała
- Mogłabyś mi oddać moją RÓŻDŻKĘ?! - krzyknął chłopiec a jego cera zaróżowiła się.
- Oczywiście. - Rose podała ją Jamesowi, a ten schował ją głęboko w kieszeń.
Rose usiadła przy wyjściu i wyjęła swoją fretkę z klatki.
- Hej, Rose - zaczął nieśmiało Albus - kiedy przyszłaś powiedziałaś, że przeszukałyście cały pociąg, żeby nas znaleźć... - popatrzył na kuzynkę, która bawila się ze swoim zwierzątkiem - Więc kogo miałaś na myśli, mówiąc "my"?
Rose drgnęła. Szybko wstała i wepchnęła fredkę w ręce Jamesa. - Oh, co ze mnie za gapa. No przecież wy jej jeszcze nie znacie. Sama ją przed chwilą poznałam. Jest trochę nieśmiała, ale tylko na początku. Zaraz po nią pójdę. Zaczekajcie tutaj.
Zanim ktokolwiek spróbował się odezwać, Rose była już na korytarzu.
-------------------------------------------
Jak myślicie, o kim mówiła Rose? (;
/ Draconis
o Lucy Wesley? /Nox
OdpowiedzUsuńNie mogę zdradzić, jednak powiem, że nie o nią chodzi :V
Usuń\ Draconis
Spoko <3
OdpowiedzUsuń:D /M
czemu napisałaś /M ?
UsuńBo pierwsza litera Muzyka to "M" ;)
OdpowiedzUsuń