niedziela, 5 stycznia 2014

Rozdział 1- Dzień jak co dzień

   Był koniec lata, wszystkie rodziny szykowały się aby wybrać się na ulicę pokątną ze dziećmi.

Był ranek. Dom potterów wyglądał skromnie ale przytulnie i miło. Był dwu piętrowy, w samym centrum Londynu. Dom był koloru waniliowego z czerwonym dachem. Ogród wokół domu porastały przeróżne ale także piękne krzewy oraz rośliny. Okna były wielkie, a drzwi niewielkie. W środku było wspaniale! salon był cały w bieli i kolorach brązu. Ściany były czyste, tak samo jak podłoga na której leżał perłowy dywan. Sofa jak wcześniej mówiłam jest ciemno-brązowa, obok niej stały dwa jasne fotele. Przed nimi stał duży plazmowy telewizor. Obok niego była biblioteczka. Na przeciwko salonu była kuchnia. Pokryta była czerwonymi cegłami i barwami czerni. Na końcu holu była łazienka i schody na górę. Na górze były 3 pokoje. Pierwszy był James'a i Albus'a. Drugi był Lily, a trzeci Ginny i Harry'ego. Pokój braci był siwy, a meble z ciemnego drewna ( dębu).  Przy oknie stało dwupiętrowe łóżko, obok niego długie biurko z dwoma krzesłami. Pokój Lily Luny Potter był cały w barwach żółci i  szarości. Pokój rodziców był inny. Na tylnej ścianie gdzie stało łóżko była w kolorach brązu, a inne w czystej bieli.
***
Dzień dobry słońce! - Przywitał się z pocałunkiem do swojej żony- Ginny.
Witaj! - Odpowiedziała, a przy okazji puszczając oko.
Mam dla ciebie kawę.- uśmiechną się i dodał- sam ją zrobiłem!
Ginny się zaśmiała i uśmiechnęła się tajemniczo. Następnie usiadła na przeciwko Harry'ego. 
- Nie sądzisz że powinniśmy już iść z dziećmi na ulicę pokątną? - Zapytała popijając kawę. 
-Też się nad tym zastanawiałem. Może pójdę z nimi jutro? Mogę poprosić o wolny dzień.- Odpowiedział.
-Tak, to chyba dobre rozwiązanie.- pokiwała głową na zgodę.- Pójdę zrobić śniadanie dla naszych pociech a ty w tym czasie je obudź. 
Wstał ze stołu i zmierzał w kierunku pokoi dzieci. Wszedł najpierw do pokoju Lily. 
- Pobudka Księżniczko!- Krzyknął.
-Oh..No dobrze, dobrze... Już wstaje...- Powiedziała półprzytomna- tato? A kiedy będę mogła jechać do hogwartu? 
-Za rok kochanie.
-Dlaczego tak dłuuuuugo? Ja chcę teraz! Ja chcę przeżywać takie przygody jak ty i mama! tatoooooo....
-Kotku wiesz że jesteś za młoda... Musimy zaczekać aż będziesz mieć 11 urodziny.A teraz idź na dół do mamy bo robi śniadanie i na pewno potrzebuje pomocy.
Dziwczynka wybiegła z pokoju prosto do kuchni. Harry zmierzał teraz w kierunku drzwi do pokoju Jamesa i Albusa. Zanim przycisnął klamkę usłyszał znajomy odgłos który mówił:
-szybko! kryć się! Tata idzie!
Harry wiedział że to jego rozrabiaki więc pociągnął klamkę i udawał Dumbledore w ich pokoju. Co raz słyszał śmiechy swoich dzieci ale w końcu przestał. 
-James! Albus! przede mną  w szeregu i to już!
James i Albus nie wyszli z ukrycia, ale to jego żona Ginny wyszła i rzuciła mu się na szyje obdarowując go namiętnym pocałunkiem.
-----------------------------------------------------------------------------------------------
To narazie tyle. W drugim rozdziale będzie się o dużo więcej dziać i wooooogle więc radze czekać ;) 
//Nox

1 komentarz:

  1. Trochę bez spójności, ale może być. Końcówka żenująca. Popracuj nad tym - więcej przygód, mniej romantyczności (y)

    // Draconis

    OdpowiedzUsuń